Jak władcy poobiadowali

Dawno, dawno temu, w wielkich lasach, spotkali się trzej książęta: Lech, Czech i Rus. Najstarszy z nich, Lech, zaprosił braci do grodu zwanego Gnieznem, niedaleko Poznania. Jechali długo przez puszczę pełną drzew sosnowych, ogromnych dębów, rozłożystych buków, złocistych brzóz. Ciągnęli ze sobą ciężkie wozy. Tak ciężkie, że koła zapadały się w piasku i trawie. Leśne zwierzęta, małe i duże, wystraszone dziwnym hałasem uciekały do swoich kryjówek.

Ale oto nadeszła pora odpoczynku. Na pięknej, zielonej polanie przygotowano wspaniałą ucztę. Służba dworska rozpaliła ogniska, w ciężkich garnkach upiekła mięsa, częstowała słodkim miodem. Biesiadnikom było bardzo wesoło i chętnie opowiadali o swoich niezwykłych przygodach. Czas mijał szybko, dzień powoli zbliżał się ku końcowi, a do Gniezna droga była jeszcze daleka!

Książe Lech powiedział zatem: „Drodzy bracia i wojownicy, musimy ruszać, aby zdążyć przed zachodem słońca!”. Wszyscy zgodnie zaczęli przygotowywać się do odjazdu i wtedy niespodziewanie młodszy książę o imieniu Czech zwrócił się do towarzyszy takimi słowami:

„Wesoło bawiliśmy się i smacznie jedliśmy na tej leśnej polanie, nadajmy jej więc nazwę na pamiątkę naszego spotkania”.

Pomysł bardzo się spodobał, nie było końca głośnym rozmowom o najodpowiedniejszej nazwie. Wreszcie któryś z wędrowców (dziś już nikt nie pamięta który), głośno wykrzyknął: „Niechaj to będą Pobiedziska!”. Wszyscy, absolutnie wszyscy wyrazili zgodę i obiecali, że zawsze na polanie zwanej Pobiedziskami zatrzymywać się będą w podróży na pyszny obiad!

Tak oto powstało miasteczko, które do dziś nosi nazwę wybraną przed wiekami. Zawsze tu znajdziecie lasy, jeziora, smaczne jedzenie i życzliwych ludzi!