Karczma „Maruszka”

Historia ta zdarzyła się dawno temu, w drugiej połowie dziewiętnastego wieku. O wielkiej miłości pruskiego oficera i Zosi szumią do dziś stare dęby.

Kurt von Bamberg (tak zwał się oficer) przyjechał pewnego razu na manewry wojskowe do Biedruska, niedaleko Poznania. Cieszył się z tego bardzo, uciekał bowiem przed nieurodziwą Brunhildą, którą rodzice wybrali mu na żonę.

Młodzi wojskowi spędzali czas w koszarach, rozmawiając oraz ćwicząc sztukę wojenną. Kurt powoli zapominał o bogatej, ale niemiłej jego sercu Brunhildzie! Wieczorową porą oficerowie wyruszyli dla rozrywki do karczmy „Maruszka”. Droga była daleka, a karczma stała w puszczy, przy skrzyżowaniu dróg do Kicina i Dąbrówki Kościelnej. Słynęła z dobrego piwa i pysznego mięsiwa. Tego właśnie potrzebowali żołnierze! Gdy do zebranych dołączyli grajkowie, w karczmie zapanował wielki gwar i radość.

Tańcom nie było końca, ale Kurt, nie ruszając się z miejsca, patrzył tylko na Zosię – roześmianą, piękną córkę miejscowego drwala. Od tej chwili przepadli oboje! Połączyła ich miłość tak wielka, że nie mogli bez siebie żyć.

Pod starym dębem każdego wieczoru, trzymając się za ręce, mówili słowa gorące jak ich serca. Obiecali sobie, że zawsze już będą razem.

Czas płynął, a manewry wojskowe dobiegały końca. Młodych kochanków ogarnęła rozpacz! Zosia, córka prostego drwala, nie mogłaby poślubić Kurta, syna margrabiowskiego rodu! Postanowili więc zginąć razem i nigdy się już nie rozstawać. Tak też uczynili – pod ukochanym dębem, nieopodal karczmy „Maruszka” pochowano dwa ciała z kulami rewolwerowymi w sercach.